niedziela, 14 grudnia 2008

Moje stanowisko – uzupełnienie

1 — liczba komentarzy
Przede wszystkim zaznaczam, że nie zamierzałam wracać do tego więcej. Mój poprzedni post miał być ostatnim na ten temat. Po jego opublikowaniu kilka osób zapytało mnie, o co właściwie chodzi. W podobnym tonie utrzymany jest co najmniej jeden komentarz. Dlatego postanowiłam dopisać to dodatkowe wyjaśnienie.

Przez długi czas była między nami wszystkimi pełna zgoda. Chodziliśmy wspólnie potańczyć, nawet wtedy, gdy milonga była oficjalnie odwołana. Mniej więcej we wrześniu lub październiku doszliśmy wspólnie do wniosku, że co prawda w Cafe6 właścicielka jest dla nas przemiła, ale lokal ma pewne wady. Zaczęły się chłody. Kliencie zaczęli przesiadywać wewnątrz lokalu, zamiast w ogródku piwnym. Z powodu akustyki lokalu, gdy rozmawia w nim wiele osób, muzyki prawie nie słychać. Poza tym miejsca do tańczenia jest tam trochę mało. Dlatego umówiliśmy się, że będziemy się rozglądać za innym miejscem do tańczenia.

Ula wkrótce powiedziała nam, że znalazła fajną knajpę Pod Sceną. Jej zdaniem ten lokal znacznie lepiej nadaje się na milongi. Nie była tylko pewna, czy podłoga jest tam wystarczająco dobra do tańczenia. Umówiliśmy się, że pójdziemy go wspólnie przetestować. Spotkaliśmy się tam któregoś popołudnia. Zatańczyliśmy na próbę kilka tang. Gdy stamtąd wychodziłam, było dla mnie oczywiste, że zgodnie z umową omówimy to na najbliższej milondze w Cafe6 i wtedy wspólnie podejmiemy jakieś decyzje. Dwa dni później dowiedziałam się, że wszystkie milongi zostały przeniesione z Cafe6 do Pod Sceną, również te zapowiedziane wcześniej w Cafe6 (potem ktoś podjął decyzję, że jednak kilka milong będzie w Cafe6).

Nie wiem na pewno kto podjął taką decyzję (o natychmiastowym przeniesieniu milong do Pod Sceną), ale mam mocne podstawy sądzić, że była to decyzja Uli, poparta przez Leszka. Zabolało mnie, w jaki sposób zostało to załatwione. Umówiliśmy się przecież, że przedyskutujemy to w Cafe6, a tymczasem decyzja została podjęta za moimi (i nie tylko moimi) plecami.

Całe nasze umawianie się zostało zignorowane. Zostałam potraktowana jak gówniara, z którą można się umówić, a potem nie dotrzymać umowy. Mniejsza o mnie. To tylko moje osobiste emocje. Za to faktem jest, że Tomek wcześniej ogłosił milongi na listopad w Cafe6. Umówił się z właścicielką tej kawiarni, a ona ogłosiła to na swoich stronach internetowych. Było to również ogłoszone w co najmniej jednym portalu internetowym. Po tym wszystkim ot tak, z dnia na dzień wszystkie te ustalenia i ogłoszenia zostały zignorowane i milongi przeniesiono do Pod Sceną.

Nie mam nic przeciwko poszukiwaniu lepszych miejsc do tańczenia. Uważałam, że należy to zrobić, ale ostrożnie. Na początek w zupełności wystarczyłoby, gdyby były tam na przykład dwie milongi w miesiącu. Gdybyśmy się przekonali, że faktycznie jest tam lepiej, można było w kolejnych miesiącach coraz więcej (lub nawet wszystkie) milongi urządzać w tym nowym miejscu.

Uważam, że zachowaliśmy się jak gówniarze z piaskownicy. Bez uprzedzenia, wbrew wcześniejszej umowie, zabraliśmy swoje zabawki z Cafe6 do innej piaskownicy. Zupełnie mnie nie przekonują tłumaczenia, że pani w Cafe6 przyjęła to z pełnym zrozumieniem. A co miała na to powiedzieć? Była dla nas zawsze bardzo życzliwa. Udostępniła nam kawiarnię w jeden z najlepszych wieczorów (piątki), a my wystawiliśmy ją do wiatru. To nie jest fair play.

Miałam odwagę powiedzieć Uli i Leszkowi prosto w oczy, że mi się to wszystko nie podoba. Nie podoba mi się to, że wbrew umowie ktoś postanowił olać resztę naszej grupy i metodą faktów dokonanych zmienić miejsce milong. Nie podoba mi się również to, że takim postępowaniem wystawiliśmy do wiatru właścicielkę Cafe6.

Od tego momentu stałam się wrogiem Leszka i Uli. Zachowałam się w sposób niewybaczalny! Jak taka gówniara śmiała im prosto w oczy zarzucić, że coś źle zrobili!

Resztę znacie z poprzedniego listu. Wystarczył jakikolwiek pretekst, żeby oskarżyć mnie o wszelkie możliwe zło tego świata. A wystarczyłoby powiedzieć, że tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Chcieliśmy dobrze. Jeżeli coś wyszło niezręcznie – przepraszamy. Nie byłoby sprawy.

Małgorzata Skoczylas

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Moje stanowisko

10 — liczba komentarzy

Kontekst

W dniu 30.11.2008 r. podczas milongi w Cafe 6 doszło do nieporozumienia na tle przyszłych milong w Pod Sceną. Nieporozumienie to można było od razu wyjaśnić, ale nikt z zainteresowanych nie chciał słuchać. Urszula wolała krzyczeć, Leszek postanowił się obrazić i ostentacyjnie opuścić lokal.

By wyjaśnić sytuację Tomek, nieobecny wtedy w Cafe 6, postanowił zorganizować spotkanie po środowych zajęciach. W rozmowie uczestniczyć miało pięć osób - ja, Urszula, Leszek, Grzegorz i Tomek. Grzegorz nie mógł w nim uczestniczyć z powodu służbowego wyjazdu.

Sedno sprawy

Podczas tej rozmowy zarzucono mi kilka bardzo niemiłych cech. Chciałabym opisać moje stanowisko w tej sprawie.

Leszku - zarzuciłeś mi kłamstwo. To bardzo poważne oskarżenie. Czy masz na to dowód? Zapewniam cię, ze nie mam w swym zwyczaju kłamać.

Powiedziałeś też, że nie chcesz więcej ze mną rozmawiać. Sądziłam, że celem tego spotkania była rozmowa. Gdybym wiedziała, że cel jest inny, uznałabym, że szkoda na nie czasu. Nie przyszedłeś na to spotkanie aby cokolwiek wyjaśnić. Nie zamierzałeś rozmawiać, ale przyszedłeś wygłosić mowę oskarżycielską.

Urszulo - lista Twoich oskarżeń była długa. Zarzuciłaś mi, że traktuję ludzi z góry, że się wywyższam, kreuję się na zarozumiałą damę, że robię wszystko by podzielić środowisko tangowe, że kreuję się na instruktorkę, że jestem nielojalna wobec Tomka, sieję ferment, że tylko szkodzę tej społeczności.

Zapewniam cię, że nigdy nie traktowałam nikogo z góry ani nie wywyższałam się. Gdy słyszałam od osób z grup początkujących, że dobrze tańczę - zawsze odpowiadałam, że po prostu trochę dłużej tańczę, znam trochę więcej figur, ale wcale nie mam więcej talentu od którejkolwiek z osób tańczących. Mam po prostu troszeczkę więcej doświadczenia.

Nigdy też nie nazywałam sama siebie instruktorką. Tomek nazywał mnie asystentką. Jeżeli ktoś zwracał się do mnie per instruktorka, to zawsze tą osobę wyprowadzałam z błędu.

W kwestii mojego siania fermentu wśród bielskich tangeros oraz mojej rzekomej chęci doprowadzenia do rozpadu społeczności tangowej - jestem częścią tej społeczności od przeszło trzech lat. Od początku byłam bardzo entuzjastycznie nastawiona do tanga i wszystkiego co z nim związane. Namawiałam ludzi do uczestnictwa w kursach, milongach i warsztatach. Brałam udział w wszelkiego rodzaju akcjach promocyjnych, organizowałam milongi. Zarażałam innych swoim entuzjazmem. Gdy wszyscy narzekali, że strona internetowa Tomka jest mało czytelna, za namową Leszka i zgodą Tomka założyłam stronę internetową tango.bielsko, dla której Leszek użyczył adresu http://www.tango.pedagogika.net. Dzięki tej stronie sporo osób dowiedziało się o prowadzonych przez Tomka kursach tańca w El Paso (nie tylko tanga) i zapisało się na lekcje. Gdy Tomek nie mógł poprowadzić zajęć czy praktiki to robiłam to wielokrotnie za niego. Nikt mi za to nigdy nie płacił. Robiłam to z czystej chęci promocji tanga.

W swej wypowiedzi poruszyłaś kwestie lojalności wobec Tomka. To dość ciekawe... Gdy wszyscy na niego narzekali, że odwoływał milongi, że nie był wdzięczny za ofiarowaną mu pomoc, że nie przygotowywał się do zajęć, a ja go broniłam - wtedy było wszystko w porządku. W zasadzie to mi się jeszcze za niego obrywało. Mówisz o lojalności? Lojalność działa obustronnie. Jeżeli jest jednostronna, to nie jest to lojalność - to dawanie się wykorzystywać.

Któregoś dnia zawarłam z Tomkiem porozumienie: za to, że mu pomagam, raz na dwa tygodnie będę miała godzinę zajęć indywidualnych. Pierwsze półgodzinne spotkanie odbyło się 19 maja 2008 r. Od tego czasu przetańczyliśmy osiem godzin (nie wliczałam w to prób przed pokazami; gdyby je uwzględnić to ta liczba zwiększyłaby się do ok 15 godzin). Tyle o obietnicy Tomka. Nigdy nie kryłam mojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji, jeżeli ktoś mnie o to pytał. Mówiłam dlaczego jest mi z tym źle, odpowiadałam na pytania. Bez kłamania i oczerniania kogokolwiek.

Urszulo, kilkakrotnie sama się mnie pytałaś, co jest nie tak. Rozmawialiśmy wtedy na temat ówczesnej sytuacji. Zawsze uważałam nasze spotkania, jak i to co zostało wtedy powiedziane, za prywatne. Ostatnio jednak uświadomiłaś mi, w jak ogromnym byłam błędzie. Przytoczyłaś publicznie wszystko, co ci prywatnie powiedziałam. Zaufałam Ci bo byłam przekonana, że sprawy, o których rozmawia się prywatnie, takimi pozostaną.

Bez względu na to co wtedy powiedziałaś, Tomasz znał moją opinię na jego temat oraz na tę zaistniałą sytuację. Powiedziałam mu to prosto w oczy podczas jednej z naszych rozmów. Niczego przed nim nie ukrywałam.

Tomaszu - zorganizowałeś spotkanie, które miało na celu rozmowę, rozstrzygnięcie sporów. Obiecałeś bezstronność, nie popieranie żadnej ze stron. Założenia miałeś słuszne, ale gorzej z ich realizacją. Sądziłam, że jako organizator spotkania będziesz jego moderatorem. Przykro mi, że pozostałeś obojętny, gdy Leszek mnie bezpodstawnie obrażał. Pozwoliłeś, żeby zamiast rozmowy odbył się sąd Uli i Leszka nade mną.

Podsumowując

Ula wraz z Leszkiem poprosili mnie, abym zrezygnowała z uczestnictwa w życiu społeczności tangowej, jeżeli moje przyszłe zachowanie ma być podobne do tego jakie był od tej pory. W takim razie Leszku, Urszulo - nie chcąc narażać was na moje "niegodziwe zachowanie" rezygnuję z uczestniczenia w zajęciach. Rezygnuję również z działań promujących tango. Rezygnuje z "posady" asystentki Tomka (i jego sekretarki).

Jeżeli ktokolwiek z uczestników kursów, milong i warsztatów poczuł się przeze mnie potraktowany "z góry" - przepraszam, nigdy nie miałam takich intencji. Jeżeli kogokolwiek uraziłam swoim zachowaniem, lub którąś z moich wypowiedzi - przepraszam, nie zrobiłam tego rozmyślnie.

Jeżeli ktokolwiek chce coś dodać od siebie, zapraszam do skorzystania z opcji komentowania postów. Obiecuję, że nie będę kasować ani w żaden inny sposób ingerować w treść komentarzy.


Małgorzata Skoczylas

środa, 3 grudnia 2008

Cafe de los Maestros już w Bielsku!

0 — liczba komentarzy
Seanse w Kine Studio w dniach 5-11 grudnia w godzinach 17:30 i 20:00. Cena biletu 13 zł

Wiecznie żywe legendy tanga argentyńskiego w dokumencie porównywanym do „Buena Vista Social Club”. “Café de los Maestros” to opowieść muzyczna prezentująca najwspanialsze tanga z lat 40. oraz 50. minionego stulecia w interpretacji największych sław tamtego okresu, takich jak Atillio Stampone i Leopoldo Federico.




Argentyna przeżywa obecnie powrót demokracji. Towarzyszy temu zjawisko niezwykle ciekawe: odrodzenie gatunku muzycznego, który w tradycji tego kraju zajmuje miejsce szczególne. Mowa o gatunku muzycznym najbliższym sercu każdego Argentyńczyka: o TANGU. Praca nad “Café de los Maestros” koncentrowała się wokół kilku największych mistrzów tanga lat 40. i 50. , które w historii tanga uważane są za złotą erę. Rozmowy z artystami miały nie tylko opowiedzieć o rodzaju stylu muzycznego, jaki uprawiali, ale także uwiecznić historię ich życia. Tu bowiem tkwiła odpowiedź na pytanie o społeczne, ekonomiczne i kulturalne korzenie tworzonej przez nich muzyki. Jest wiele rodzajów tanga, każdy styl ma wyraźne cechy, które odróżniają go od innych. Tanga są różne - tak jak mogą być różne kraje, miasta – ale również dzielnice, czy nawet ich części. Tango nie jest po prostu jakimś muzycznym gatunkiem. Stoją za nim całe wieki historii i tradycji Południowej Ameryki. Dla wielu w Rio de la Plata emocjonalny styl muzyki i tańca to ich sposób na życie..


“Café de los Maestros” to projekt, dzięki któremu poznajemy największe żyjące legendy tego fascynującego gatunku. “Café de los Maestros” to zbiorowy portret niezwykłych osobowości, które odsłaniają przed nami tajemnice i zagadki TANGA – muzyki melancholii, seksu i namiętności.



Filmowi towarzyszy podwójny album CD dokumentujący to wspaniałe muzyczne wydarzenie.
Premiera CD: 24 października 2008